projekt.52 – Idealny moment #45-53

Dziś ostatni dzień 2015 roku. Właściwie to kilka ostatnich godzin. Z tej okazji wypadałoby się rozliczyć z wyzwania, które podjęłam na początku roku. Poniżej przedstawiam ostatnie z Idealnych momentów tego roku.

#45

45

#46

46

#47

47

#48

48

#49

49

#50

50

#51

51

#52

52

#53

Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam szampańskiej  sylwestrowej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku!!! :*

Ulubiona 5 – jesienny relaks

Sposobów na relaks jest mnóstwo. Każdy może znaleźć taki, który odpowiada mu najbardziej. Jedni relaksują się aktywnie np. uprawiając jakieś sporty, inni zalegają na kanapie, jeszcze inni, aby osiągnąć błogi stan potrzebują zmienić otoczenie i wyjechać. W zależności od pory roku możemy relaksować się w inny sposób. Wiosną – spacerując po parkach, lasach, plaży. Latem – opalając się na rozgrzanej słońcem plaży lub spędzając czas na łonie natury. Jesienią lub zimą można cieszyć się spokojem w swoich czterech ścianach.

Poniżej przedstawiam Wam listę z moimi ulubionymi sposobami na jesienny relaks:

#5
Układanie puzzli

Już jako dziecko uwielbiałam różnego rodzaju układanki. Nie ważne czy były to konstrukcje z drewnianych lub plastikowych klocków, czy też kolorowe obrazki. Do tej pory uwielbiam układać, z tą różnicą, że w odstawkę poszły klocki. Miłość do puzzli pozostała. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze układam najpierw „ranciki”. ;)

#4
Ciepła / gorąca kąpiel

To nie tylko niesamowita ulga i odprężenie dla ciała, ale też umysłu. Pomyślcie tylko: przyjemnie ciepła woda, dodatkowo jakaś piana, do tego cisza i spokój – można nieźle odpłynąć! Relaks w 100 % zagwarantowany. No chyba, że do drzwi próbuje dobić się facet lub psina…

#3
Rekreacyjne pływanie na basenie

Uwielbiam pływać, chociaż jak się okazało nie idzie mi to zbyt dobrze. Nie znaczy to, że tonę, raczej unoszę się na wodzie i jakoś tam poruszam do przodu, ale do ideału mi daleko. Nie zniechęca mnie to w żaden sposób. Nie chcę osiągać niezliczonych długości, wolę spokojne pływanie, we własnym tempie. Niektórych może to dziwić, bo jak na basenie, gdzie często jest pełno ludzi osiągnąć spokój? Oczywiście zdarza się, że znajdą się jacyś krzykacze lub dziki tłum. Moim sposobem na uniknięcie tłumów są weekendowe wieczory. Nie raz zdarzało się, że miałam cały basen dla siebie ;) Takie kąpiele to też doskonały sposób na odprężenie i rozruszanie kręgosłupa. Polecany zwłaszcza dla osób, które mają siedzący tryb pracy lub dokuczają im różne dolegliwości.

#2
Książka, kocyk…

… i kakao. Chociaż w ostatnim czasie w zupełności wystarcza mi wygodnie ułożyć się na kanapie, nakryć kocem po czubek głowy i już słychać popołudniowe chrapanie. Z książkami mam tak, że albo oderwać się nie mogę i czytam jedną po drugiej, albo unikam jak ognia i nawet zalegające mi na półce stosy książek nie są w stanie nakłonić mnie do przeczytania chociaż jednej strony.

#1
Przytulasy z Riko

W popołudniowych drzemkach mistrzem jest mój pies. Wystarczy położyć koc na kanapie i już go ma. Jednak najbardziej lubi wejść pod kocyk i przytulać się do mnie. Ja z resztą też uwielbiam się przytulać do jego małego, ciepłego i puchatego ciałka. Głaskać po małym łebku lub brzuszku. Wiecie, że podobno głaskanie psa łagodzi stres nie tylko u zwierzaka, ale też u ludzi? Odkąd w biurze pojawiła się pewna sunia mogę potwierdzić tę teorię z czystym sumieniem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze pomysły i sposoby na jesienny relaks. Piszcie śmiało ;) Komentarze nie bolą ;P

Podsumowanie jesiennego wyzwania fotograficznego z Jestrudo

Początkowo nie zamierzałam brać udziału w jesiennym wyzwaniu. Brak czasu, chęci, zapału. Jednak pewnego wieczoru, za sprawą pewnego talerza wszystko się zmieniło.

baner300

Zmieniło do tego stopnia, że postanowiłam zrealizować proponowane przez Natalię punkty i wykonać je wszystkie przy pomocy aparatu w telefonie i Instagramowej obróbce. Jak zwykle, kiedy już zebrałam się w sobie, czasu zostało bardzo niewiele. Oczywiście wszystko na koniec, ale chyba wtedy ma się masę pomysłów na realizację, kadry i temu podobne fotograficzne sprawy ;) Zapraszam zatem do rzucenia okiem na efekty wyzwania.

1. Za oknem

1

2. To lubię!

2

3. Jesienny klimat

3

4. Strój dnia

5. Najsmaczniejsze śniadanie

6. Zakamarki

6

7. Najczulej

8. Bez pośpiechu

8

9. Na gałęzi

9

10. Daleko

11. Tylko teraz

12. My

12

13. Ulica

14. Niezastąpione

14

15. Zamyślenie

15

16. Nowe

17. W moim mieście

17

18. We własnej osobie

18

19. Ulubione

19

20. Uzależnia

20

21. A wieczorem…

21

22. Z Tobą

22

23. Te kolory!

23

24. Moment

24

25. Świeżo

26. Mocny

26

27. O każdej porze

27

28. Nie odgadniesz

28

29. Przytulnie

29

30. Smakołyki

30

 

projekt.52 – Idealny moment #41-44/52

Październik jest kolejnym miesiącem, który praktycznie przeleciał mi przez palce. Gdzieś, coś tam, ale kiedy i co? Chyba tak to już z tymi ostatnimi miesiącami roku bywa. Mijają bardzo szybko. Na moim kalendarzu pojawił się już grudzień, a to znaczy że zaraz skończy się cały projekt. Na podsumowania będzie jeszcze czas. Teraz pora zająć się (trochę spóźnionym) podsumowaniem października. Oto kilka Idealnych momentów:

41/52

41

42/52

42

43/52

43

44/52

44

Jesień – czas przemyśleń i wyciszenia?

„Jaki tu spokój, na na na
Nic się nie dzieje, na na na na
Nikt się nie bawi, na na na
Wszyscy się nudzą, na na na na”

Powyższy fragment piosenki Kasi Kownackiej idealnie oddaje to, co tu, czyli na blogu się dzieje, a raczej nie dzieje. Dlaczego tak jest? Powodów mogę znaleźć kilka, tylko czy faktycznie są one usprawiedliwieniem tej ciszy?

Od jakiegoś już czasu marudzę, że nie mogę się ogarnąć z wieloma sprawami, że nie potrafię zapanować nad czasem. Ostatnio do listy przeszkód dodałam jeszcze brak sprzętu. Komputer w domu jest jeden  i przez większość czasu jest zajęty przez A. (taka praca). Może to zwykły pretekst, może tak najłatwiej jest mi zrzucić winę na to, że po prostu mi się nie chce?! Jednak nie tylko z blogowaniem nie jest mi ostatnio po drodze – zdjęcia i fotografia też poszły w odstawkę. W moim przypadku zła organizacja czasu, ciągłe wymówki i słomiany zapał nie raz dawały się we znaki. Podobnie było przy pisaniu pracy licencjackiej i magisterskiej.

Prawda jest taka, że straciłam wenę, zapał, chęci do tego wszystkiego. Nie wiem w czym tkwi problem. Może jest tak, że ja się po prostu do tego nie nadaje? A może wystarczy na chwilę się wyłączyć? Może jakiś mały offline, urlop?

Ostatnie kilka tygodni było trochę (jak dla mnie) szalonych. Postanowiłam zrobić małą rewolucje, ruszyć się wreszcie i zabrać za siebie. W związku z tym zakupiłam karnet sportowy. Wybrałam taki, dzięki któremu mogłam wypróbować różne aktywności fizyczne i znaleźć taką, która będzie mi odpowiadać. Planowałam ruszać się 3 razy w tygodniu. Chciałam zobaczyć czy na moje dolegliwości pomoże mi joga, basen, zumba. Jak mi poszło? A no tak, że jak tylko rozpoczęłam swoją sportową karierę rozchorowałam się i przynajmniej przez tydzień mowy nie było, żeby gdziekolwiek chodzić i się pocić. Po chorobie postanowiłam wrócić do pierwotnego planu. Początkowo zamierzałam opisać pokrótce jak mi poszło, ale okazało się, że wyjdzie mi z tego niezły elaborat,a tu chcę pisać o zupełnie innej sprawie. Po 3-4 tygodniach okazało się, że chyba coś z moją odpornością jest nie tak, bo znów dopadła mnie choroba i wyłączyła z życia na tydzień. Plan treningowy wziął w łeb. Teraz chyba muszę zając się swoim zdrowiem.

W związku z tym wszystkim postanowiłam na razie wyluzować i posty publikować będę dość nieregularnie. Nie chcę nikomu niczego obiecywać, że wszystkie poniedziałki dalej będą kulinarne, że co środę będzie idealnie. Oczywiście, że będzie, ale co jakiś czas. Potrzebuję trochę odetchnąć, złapać dystansu i zastanowić się co dalej. Mam nadzieję, że mimo wszystko chociaż część z Was nadal będzie tu zaglądać i od czasu do czasu wesprze mnie swoim komentarzem.

Do usłyszenia ;)

 

projekt.52 – Idealny moment #31-40/52

Stało się. Lato dobiegło końca. Skończyło się na dobre. Oznacza to, że przyszła ONA. Zastanawiam się tylko jaka w tym roku będzie ta nasza polska jesień. Czy będzie bardzo kapryśna? Czy będzie mocno nas moczyć? Czy może okaże się słoneczna, kolorowa i piękna? Osobiście wolałabym tę słoneczną wersję, ale wpływu na to żadnego nie mam ;) Mam za to nie małe zaległości, nad którymi wypadałoby nareszcie zapanować. Dziś nadrabiam z Idealnymi momentami. ;)

31/52

DSC_0737

32/52

32

33/52

33

34/52

34

35/52

35

36/52

36

37/52

IMG_20150911_093122

38/52

38

39/52

40/52

Podsumowanie Kornatkowych planów wakacyjno – letnich

Stało się. Dziś ostatni dzień wakacji, a tym samym przyszła pora na podsumowanie moich planów wakacyjno – letnich. Może nie będę się w tym miejscu zbytnio rozpisywać. Zapraszam do sprawdzenia jak mi poszło ;)

1. Wycieczka rowerowa na Hel - niestety w tym roku po raz kolejny nie udało nam się wybrać na rowerową wycieczkę na Hel. Jednak nie oznacza to, że w tym roku nigdzie na rowerze nie pojeździłam. Udało nam się zrobić kilka kilometrów piękną trasą do Pruszcza Gdańskiego. Polecam każdemu. W następnym roku, a może i jeszcze w trakcie nadchodzącej jesieni zrobimy sobie jakąś wycieczkę w tamte okolice.

2. Wstać pewnego bardzo wczesnego ranka, udać się na plażę i podziwiać wschód słońca – niestety nie udało mi się zerwać z łóżka o takiej wczesnej porze, by móc podziwiać wschody słońca. O dziwo, w trakcie urlopu miałam nawet problem żeby wstać o 8! Widać to było mi potrzebne.

3. Zrobić sobie spacery brzegiem morza o zachodzie słońca – może nie brzegiem, ale kilka spacerów deptakiem obok plaży o zachodzie słońca zaliczyłam ;) Ach! Było też kilka spacerów i pobytów nad jeziorem wieczorową porą.

 

20150801_204041

4. W przypadku kilku słonecznych dni zaliczyć plażing i opalanko nad morzem i jeziorem – ku mojej radości takich dni tego lata jednak było i dzięki temu mogłam się troszeczkę po wylegiwać na gdańskiej plaży i nad brzegami kilku jezior ;) Uwielbiam słońce, plażę i kąpiele :) W końcu jestem Rybką, co nie? ;)

5. Do oporu jeść truskawki (chociaż teraz już kończy się sezon), maliny, czereśnie, nektarynki i inne letnie owoce – oj, uwielbiam owoce, zwłaszcza truskawki, czereśnie i jagody, więc z tym punktem nie miałam ani problemu, ani tym bardziej oporów by go realizować i realizować i realizować i jeść :D

6. Stworzyć bardzo letni album: morze, piasek, plaża, jeziora, łąki, pola, zboże, owoce, chmury itd – cóż chyba nie bardzo mi się i w tej kwestii powiodło. Kiedy już byłam nad jakim akwenem wolałam leżeć na słońcu lub pluskać się w wodzie, aniżeli latać z aparatem. Oj jestem leniuchem, wiem… Co do zdjęć pól i zbóż, to czas tak szybko zleciał, że zanim się obejrzałam to było już po żniwach! Chmur za to w lipcu było pod dostatkiem, ale jakoś mało fotogeniczne.

7. Odwiedzić gdyńskie Centrum Nauki Experyment – żeby nie było podjęłam próbę! Jednak czas oczekiwania w kolejce do hali wystawowej i dziki tłum skutecznie zniechęciły mnie do realizacji tego punktu. Plan został przełożony na jesień ;)

8. Pojechać w kilka nowych miejsc i pospacerować po ulicach nieznanych dotąd miast – plany były, szkoda tylko, że nie było pogody. Mam nadzieję że może jeszcze wrzesień i październik będą na tyle ładne, że w czasie weekendu uda nam się pojechać, pozwiedzać i zrealizować ten punkt :)

9. Wrócić do miejsc znanych, odwiedzanych, ale bardzo pięknych – kolejny punkt został zrealizowany! W czasie urlopu udało nam się pospacerować po Brodnicy (nawet pocykać kilka fotek ;) ), Toruniu i niebotycznie upalnym Ciechocinku.

10. Odpocząć i zrelaksować się! Łatwo nie było, ale myślę, że udało mi się troszeczkę odpocząć i wyłączyć chociaż na chwilkę. Z resztą widać to było po moim blogu. Nie zaglądałam tu zbyt często w trakcie wakacji. Nie da się ukryć, że najlepiej odpoczywa mi się nad wodą, a często w takim miejscu brak wszelkiego zasięgu.

6/10 punktów. Myślę, że to całkiem niezły wynik, biorąc pod uwagę to, że w Trójmieście naprawdę ładnych i upalnych dni podczas tego lata było zdecydowanie mniej niż w pozostałej części Polski. Irytowało mnie strasznie medialne marudzenie na upały, kiedy tak na prawdę ciepło było zaledwie 2-3 dni, a już suszami straszyli… Zimno – źle, ciepło – źle. Takim to chyba nigdy się nie dogodzi albo marudzenie jest teraz takie bardzo trendi.

A jak Wam udała się realizacja swoich wakacyjnych planów? Czy odnieśliście 100% sukces? A może ktoś tak jak ja przesunął kilka punktów na jesień? Żeby nudy nie było :)

Ekspresowe danie egzotyczne, czyli test smaku z sosem Arabskim

Bardzo rzadko, ale zdarza się, że przygotuję jakiś obiad z dań gotowych. Ostatnio moje serce skradły pierożki z łososiem i szpinakiem! Porcja duża, bardzo smaczne i nie są jakoś bardzo chemiczne (chociaż wydaje mi się, że tej chemii w ogóle tam nie było). Jednak nie o pierożkach chciałam Wam dziś opowiadać ;)

Jakiś czas temu koleżanka (biorąca udział w kampanii Streetcom) zaproponowała mi test egzotycznych sosów do dań gotowych Łowicz. Na rynku jest bardzo wiele tego typu dań, jednak wydaje mi się, że nie wiele jest firm, które do swoich produktów dodaje jeszcze mieszankę przypraw do mięsa (pojemniczek umieszczony na wieczku). Fajna sprawa, bo nie muszę dodatkowo latać po sklepie, szukać odpowiednich mieszanek i zastanawiać się w jaki sposób przyrządzić mięsko. Wszystko jest w jednym. Ja, z pośród 3 proponowanych egzotycznych sosów, otrzymałam sos Arabski. Jest to, według producenta, sos średnio ostry o smaku korzennym, z nutą mięty.

Zachęcona, chociaż ostrożna postanowiłam przygotować jakieś danie. Zdecydowałam się na kurczaka z białym ryżem (propozycje podania znajdziemy na etykiecie). Danie proste, szybkie, ale czy smaczne, to się dopiero okaże ;)

Składniki:

- 1/2 słoika sosu Arabskiego,

- 1 pojedyncza pierś z kurczaka,

- 2 torebki białego ryżu,

- mieszanka przypraw dodawana do sosu,

- oliwa.

Przygotowanie:

Kurczaka pokroić w kostkę, doprawić mieszanką przypraw i podsmażyć na oliwie. Na sam koniec dodać 1/2 zawartości słoiczka sosu. Całość wymieszać i chwilkę poddusić. Ryż ugotować, odcedzić, lekko przestudzić. Wyłożyć na talerz i gotowe!

20150520_165635

Tak ekspresowego dania (obiadowego), to chyba jeszcze Wam tu nie prezentowałam ;) Jakie są moje wrażenia? W smaku całkiem fajnie (chociaż bardzo słone), bo nigdy nie próbowałam wymyślnych, egzotycznych potraw. Dzięki temu mogłam odbyć małą, kulinarną, orientalną podróż. Zawartość słoiczka spokojnie wystarczy nawet dla 4 osobowej rodziny. Jednak mieszankę przypraw załączoną do sosu wykorzystałam w całości. Brakowało mi jedynie jakiegoś dodatku np. warzyw, ale to spokojnie możemy we własnym zakresie uzupełnić.

Ogólnie całość oceniam dobrze, a nawet nieźle ;) Jeśli chodzi o skład sosu, to chyba tez nie bardzo jest się do czego przyczepić, w moim „chemii” jako takiej nie odnalazłam. Polecam jeśli komuś na prawdę się spieszy, a chce zaskoczyć czym nowym domowników :)

Oprócz sosu Arabskiego, Łowicz stworzył również sos Seczuański (kwaśno-pikantny z nutą imbiru) oraz Karaibski (słodko-pikantny z nutą cytrynową). Dla każdego coś dobrego ;)

Czas przygotowania: ok. 15-20 min
Koszt: do 15 zł (sos ok. 6 zł)
Ilość: 4 – 5 porcji